poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Janusz Mackiewicz Quartet: "Soulmate" - zapowiedź płyty. Zanim zabrzmi pierwszy dźwięk

Większość płyt ma swoją historię, zanim jeszcze trafi do słuchacza. 
W przypadku Soulmate Janusz Mackiewicz Quartet ta historia wydaje się szczególnie ważna, bo właściwie wszystko zaczęło się od spotkań. Z ludźmi, z muzyką, z przyjaźnią. 

Niektóre trwały chwilę, inne całe dekady. 

Zostały doświadczenia, wspomnienia, wspólnie zagrane dźwięki. I chyba trudno byłoby znaleźć dla tej płyty lepszy tytuł.



Soulmate. Bratnia dusza.

Janusz „Macek” Mackiewicz jest obecny w trójmiejskim jazzie od kilku dekad. Zaczynał w Big Bandzie Jerzego Partyki, w latach 80. grał w orkiestrze Teatru Muzycznego w Gdyni i pracował jako muzyk sesyjny Radia Gdańsk. Później pojawił się Sax Club prowadzony wspólnie z Przemkiem Dyakowskim, własne zespoły, płyty i dziesiątki muzycznych spotkań. Leszek Możdżer, Maciej Sikała, Jan „Ptaszyn” Wróblewski, Jarek Śmietana – nazwisk można wymienić znacznie więcej. Na koncie ma pięć autorskich albumów i kilkadziesiąt nagranych jako sideman.

Ale przy Soulmate sama lista przestaje być najważniejsza.

Bo tę płytę można chyba potraktować także jak punkt, do którego prowadziły wszystkie te lata. Nie jako podsumowanie – raczej kolejne miejsce na drodze, do którego przychodzi się już z własnym bagażem doświadczeń i z ludźmi, którym chce się powierzyć swoją muzykę.

Janusz Mackiewicz Quartet powstał w 2006 roku. Pod tym szyldem ukazały się albumy: W Dzień Bożego Narodzenia, Frogsville i Układ Scalony.  Dwadzieścia lat później Soulmate otwiera kolejny rozdział tej historii – z nowym autorskim materiałem Mackiewicza i składem zbudowanym wokół czterech wyrazistych muzycznych osobowości.

Do tego spotkania Macek zaprosił Marcina Wądołowskiego, Dominika Bukowskiego i Marcina Jahra.

Kontrabas, gitara, wibrafon i perkusja.

Cztery instrumenty i czterech muzyków, którzy mają tak wyrazisty własny język, że nie muszą nikomu niczego udowadniać. I właśnie taki skład szczególnie dobrze pasuje do płyty zatytułowanej Soulmate. Bo przecież w muzycznym spotkaniu chodzi o coś więcej niż zebranie dobrych instrumentalistów w jednym studiu. Trzeba jeszcze znaleźć wspólną przestrzeń.




Na razie zostawmy ją jednak trochę tajemnicą.

Wiemy, że osiem autorskich kompozycji prowadzi od High Tide, przez tytułowe Soulmate, I Know You, Bird Walk, Hear Me Out, Waltz For Someone i Master Of Polish Speech Blues, aż do zamykającej album Tulpy. Wiemy też, że muzyczny język kwartetu wyrasta z wielu jazzowych światów – mainstreamu, fusion, jazzu modalnego, sięgając również bardziej swobodnych obszarów. 

Znacznie ciekawsze od zamykania tej muzyki w stylistycznych określeniach jest jednak to, co dzieje się pomiędzy czterema instrumentami. Soulmate potrafi zmieniać temperaturę, nabierać gęstości, a za chwilę zostawiać więcej oddechu. Melodia prowadzi, lecz pozostawia miejsce pozostałym głosom; jeden z nich może na moment wysunąć się bliżej, by po chwili znów odnaleźć swoje miejsce w całości. Jest w tym swoboda, ale jest też uważność – na kompozycję, na partnerów, na to, co wydarza się w danej chwili. Muzyka rozwija się jak rozmowa, w której równie ważne jak własny głos pozostaje słuchanie drugiego człowieka.

Resztę zdecydowanie wolę zostawić na moment, kiedy płyta będzie już należała do odbiorców.

Bo Soulmate zaczyna opowiadać swoją historię jeszcze zanim zabrzmi pierwszy dźwięk.

Wystarczy spojrzeć na okładkę.




Za jej projekt i zdjęcia odpowiada Kuba Karłowski. I błędem byłoby potraktować tę oprawę wyłącznie jako piękne opakowanie dla muzyki, bo ona sama domaga się chwili uwagi.

Dziewczynka wyglądająca zza fotela. Jej twarz w centrum kadru, wokół szkło, metal, chłodna przestrzeń i geometria wnętrza. Drobne czerwone akcenty prowadzą wzrok aż do charakterystycznie zaprojektowanego tytułu. Ale najmocniejszy pozostaje dla mnie jej wzrok. Jest w nim ufność, dziecięca niewinność i ta szczególna otwartość na drugiego człowieka, którą z czasem tak łatwo zgubić. I trudno mi, patrząc na nią, nie pomyśleć właśnie o tytułowym soulmate – o bratniej duszy, przy której można pozwolić sobie na podobną ufność.

Dzięki temu okładka zaczyna mówić o czymś więcej niż sama muzyka. O bliskości, spotkaniu i tym szczególnym rodzaju więzi, przy której można po prostu zaufać. A jednocześnie zostawia miejsce na własne odczytanie. Można ją najpierw po prostu zobaczyć, a później wrócić i zobaczyć trochę więcej.

Soulmate dostało dzięki temu własny świat jeszcze przed otwarciem pudełka.


Sam materiał powstawał wiosną tego roku. 



Większość płyty zarejestrowano 2 i 3 kwietnia w Maska Studio w Gdańsku, gdzie za realizację odpowiadał Michał Mielnik. Tulpa została nagrana miesiąc później w Jazz Note Studio przez Mirka Andrukowicza i Janusza Mackiewicza. Miks i mastering powierzono Markowi Romanowskiemu z Maro Records Studio, a fotografie z sesji w Maska Studio wykonał Marcin Storma.

Tytuł całej tej historii ma przy tym bardzo konkretne i bardzo osobiste źródło.

Soulmate zostało napisane z myślą o Przemku Dyakowskim – wieloletnim przyjacielu Macka, z którym wspólna muzyczna droga zaczęła się jeszcze na początku lat 90.




I chyba właśnie tutaj wszystkie nitki zaczynają się ze sobą łączyć.

Przyjaźń. Muzycy zaproszeni do wspólnego grania. Kompozycje zbierane przez lata. Spotkanie w studiu. Ludzie odpowiedzialni za dźwięk i obraz. Wreszcie odbiorca, który za chwilę dostanie tę historię w swoje ręce.

Bo płyta może zacząć się od jednego człowieka i jego pomysłu.

Ale żeby naprawdę zaistniała, potrzeba innych.




20 września 2026 roku ukaże się Soulmate Janusz Mackiewicz Quartet. Album wyda Soliton, a wraz z wydaniem CD pojawi się również edycja winylowa.

Do tego spotkania został niecały miesiąc. Potem historia, która zaczęła się na długo przed pierwszym dźwiękiem, będzie już należała do odbiorców.


Marta Górska

 

Zdjęcia oraz informacje biograficzne i dotyczące realizacji albumu: materiały prasowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz