Kilka tygodni temu zatrzymał mnie linoryt "Trawler na pochylni". Dziś jadę pociągiem z książką sprzed kilkudziesięciu lat na kolanach i odkrywam zupełnie inne oblicze jego autora. Eustachy Lech Karłowski prowadzi mnie tym razem przez morze, porty, ludzkie słabości i humor zamknięty w kilku kreskach. A ja coraz mocniej podejrzewam, że tamten trawler, choć stał jeszcze na pochylni, już wtedy szykował się do drogi.












