środa, 11 maja 2022

Takeshi Asai: "Trio Vol. VI" (Fono Bono Records, 14.04.2022)

Od ponad ośmiu lat z eskalującym zachwytem przyglądam się twórczości nowojorskiego pianisty jazzowego, Takeshiego Asai, o którym ostatnio coraz głośniej słychać zarówno w Polsce, jak i pozostałych europejskich krajach. Mimo, iż pianista zdobył ogromne poważanie już pierwszym ze swoich autorskich albumów wydanym dekadę temu, z każdym kolejnym nietuzinkowym projektem oszałamia z jeszcze większą mocą. Dzisiaj porozmawiajmy więc chwilę o tegorocznym albumie, "Trio Vl. VI", opublikowanym 14 kwietnia nakładem Fono Bono Records


Takeshi Asai w ostatnich latach zdołał wykreować na wyjątkowo tłocznej nowojorskiej  scenie jazzowej swoje nazwisko jako nie tylko aktywnego i pełnego inwencji pianisty któremu niestraszne wprowadzanie nowatorskich rozwiązań, lecz także znakomitego producenta, aranżera i reżysera dźwięku w swoim nowojorskim studio z którego korzysta coraz większa ilość profesjonalnych muzyków. Sukcesy, jakie zaczął osiągać na polu produkcji i realizacji albumów o wyjątkowym poziomie artystycznym oraz nieszablonowym brzmieniu sprowokowały Artystę do założenia wytwórni płytowej, której nazwa - Fono Bono - bezpośrednio odnosi się do jego założeń i twardych zasad kierujących produkcji jak najlepszego brzmienia.

W takim też tonie nagrany został i wyprodukowany najnowszy, jedenasty album pianisty, zatytułowany tym razem "Trio Vol. VI".  Niesamowicie kreatywny, jednakże również pełen talentu i wysublimowanego smaku kompozytor, którego koncertowa aktywność na amerykańskich scenach jazzowych od kilku miesięcy sprowadza się do kilku koncertów tygodniowo, nie może z pewnością narzekać na brak muzyków towarzyszących. Dobierając jednak instrumentalistów do swojego najnowszego projektu, z doskonałą jednak precyzją postawił na nazwiska nie tylko fantastycznych przy swoich instrumentach muzyków, lecz także artystów o podobnej wrażliwości, doskonale rozumiejących tworzoną przez niego muzykę, a także - wnoszących do niej swoje fantastyczne pomysły. Pojawia się więc utalentowany, obdarzony głęboką wrażliwością i zarazem subtelnością kontrabasista o ciemnym, solidnym, monumentalnym ale i - kiedy należy - zawadiackim i figlarnym brzmieniu - Bob Gingery (kapitalne solo w utworze "Yonder"!) oraz pełen finezji i doskonałej techniki, innowatorski i wyśmienity, niesamowicie zręczny perkusista o rozbrajającej sile przekazu (wygrywający wspaniale melodię prowadzącą w utworze nr 3) - Brian Woodruff.


Mamy więc Dream Team, w postaci wymarzonego układu do powstania tak znakomitego projektu, mamy doskonałe nowojorskie DTC studio, w którym muzycy spotkali się, by zarejestrować projekt na najwyższej jakości instrumentach i sprzęcie nagraniowym, mamy również błyskotliwego reżysera i producenta. Na uznanie zasługuje też, oczywiście, wspaniała praca artystyczna i projekt albumu, jakiego również dokonał sam Takeshi Asai. I, jeśli w procesie recenzowania płyty chciałoby się doszukać jakiegoś najmniejszego szczególiku, który by można skrytykować - o wszelkiej krytyce możemy tutaj zapomnieć, ponieważ odtąd zaczyna robić się tylko coraz cudowniej!

Takeshi Asai znany jest bowiem nie tylko z finezyjnego pióra kompozytorskiego oraz wplatania zaawansowanej techniki gry i niesztampowych rozwiązań dźwiękowych w swoje fenomenalne kompozycje, pozostawiając je jednocześnie cudownie komunikatywnymi nawet dla początkującego odbiorcy muzyki improwizowanej. Oprócz budzących monstrualny zachwyt zabiegów konstrukcyjnych, urzeka nad wszystko jego wyjątkowa wrażliwość i delikatność brzmienia, które potrafi jednak również niejednokrotnie ukazać swoje monumentalne oblicze. Muzyka tworzona przez Takeshiego Asai, niezależnie od formy stylistycznej, każdorazowo jest baśniowo wręcz ilustracyjną, pełną poetyki oraz cudownej ekstrawagancji. Nierzadko też Artysta puszcza oczko do publiczności, jak i do wielkich mistrzów, którzy na różne sposoby zainspirowali go swoją twórczością bądź osobowością do napisania konkretnych utworów. 

Na "Trio Vol VI" składa się 9 autorskich utworów pianisty, zwieńczonych jego instrumentalną wersją utworu Jamesa Taylora. Warto też zwrócić uwagę na niemały wpływ pozostałych muzyków tria na ostateczny kształt kompozycji, zwłaszcza zaaranżowanego przez perkusistę utworu "Mes Demoiselles" czy też aranżacji "Blue Brain" dokonanej przez Boba i Briana. Układ utworów przedstawia się następująco:

1. "WI"/ 2. "Yonder"/ 3. "(I didn't know that it was) Bacon"/ 4. "Iota"/ 5. "Air on the White Keys"/ 6. "Ave Marta"/ 7. "Mes Demoiselles"/ 8. "Blue Brain"/ 9. "CΔ/Db"/ 10. "Fire and Rain". 




Przyznać muszę, z całkowitą szczerością, że choć w żadnym z poprzednich albumów pianisty i kompozytora nie brakowało mi dosłownie niczego i - nawet z dzisiejszego punktu widzenia, kompletnie nic bym w nich nie zmieniła, to jednak obserwując każde kolejne dokonanie Artysty nie tylko jako kompozytora, ale - może nawet przede wszystkim - pianisty, uderza mnie szaleńcze tempo, w jakim rozwija się technika jego gry na fortepianie oraz zaskakuje oszałamiający progres w procesie tworzenia zaawansowanych technicznie i strukturalnie kompozycji, których stylistyka sięga coraz rozleglejszych obszarów. Jednocześnie, w Artyście nie tylko nie zanika, lecz także eskaluje w cudowny sposób niezwykła wrażliwość i umiejętność dostrzegania najmniejszych okruchów piękna, które następnie z oddaniem i cierpliwością pielęgnuje w swoich dłoniach, by podać nam je następnie w wyjątkowej postaci.

Nieistotnym staje się fakt, czy mamy do czynienia z inspirowanymi muzyką klasyczną utworami wzbudzającymi najwyższy szacunek i uznanie, że oto można dotknąć takiej świętości i ... sprawić, by urzekała z jeszcze większą siłą, czy będzie to ballada. Nieważne, czy Artysta sięga po zaawansowane jazzowe utwory wielkich mistrzów, w kokieteryjny sposób wnosząc w nie swoje własne przestrzenie dźwiękowe jakby przyjmując gościnę w pozostawionych przez nich lokalach i urządzając je po swojemu, zupełnie od nowa, w niezaprzeczalnie czarujący sposób. Czy - rozgrzany namiętnością przelaną na poprzedni, elektroniczny projekt - postanowi z jej ciepłem wkroczyć w nowe światy, czy też - pięknem ballady znowu czarować będzie i wabić. Każdorazowo, w każdym z kolejnych utworów, znajdziemy cud techniki, niewysłowione piękno umysłu i myśli kompozytorskiej, zamiłowanie do muzyki (i piękna wszelkiego!) i pełną zmysłowości, odwagi w odkrywaniu przestrzeni własnej duszy wirtuozerię oraz osobliwą wrażliwość artystyczną, która - podobnie jak w przypadku Keitha Jarreta - otwiera przed muzykiem europejskie serca oraz ... sceny jazzowe (o czym już niedługo, w jednym z kolejnych wpisów).



Jednym słowem - album olśniewa formą, ale i zniewala treścią, oczarowując i nęcąc, lecz także prowokując do głębokich rozważań oraz wycieczek wyobraźnią w najodleglejsze zakątki ogrodów jego kompozycji, na rajskie ścieżki usłane niewyobrażalnym pięknem. I, chociaż od miesiąca niemal po kilka razy dziennie słucham go, na okrągło - nie odważę się powiedzieć, że go poznałam na pamięć. Nigdy bowiem nie będę w stanie odegrać w zakamarkach umysłu wszystkich tak licznych detali, które składają się na to spektakularne piękno nadzwyczajnej próby! Nigdy nie pojmę sposobu, w jaki Artysta potrafi ukazać tak niesamowicie delikatną kruchość subtelnego piękna, jednocześnie podając je w tak monumentalnej formie, sięgając najwyższych partii nieba!

Internetowa strona albumu, z linkami do miejsc, w których można wejść w jego posiadanie: http://triov6.takeshiasai.com/

Marta Ratajczak

Wywiady z muzykami całego tria tuż przed ukazaniem się albumu:

Takeshi Asai - wywiad dla magazynu Muzyk: link

Bob Gingery - wywiad dla magazynu TopBass: link

Brian Woodruff - wywiad dla magazynu TopDrummer: link

Albumy Takeshiego Asai, opisane na Babskim Uchu:


Solowe projekty:




French Trio:

  
 

New York Trio:



Inne:


Zewnętrzne publikacje:

JazzPress - Listopad 2021 - Recenzja:



ArtPost 5(41)/2021 - Artykuł:


Rozmowa z muzykami i przyjaciółmi Takeshiego Asai: link

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz